Witam. Dziś chciałem zaprezentować ostatnią już historię z tegorocznego Złotego Tygodnia. Pisać będę o naszym wyjeździe na położoną na jeziorze Biwa “wyspę bogów” – Chikubu. Liczba mnoga, gdyż po raz kolejny jest z nami Haruka, kropka. Będzie mowa o świątyniach, nisko latających ceramicznych dyskach i jaszczurkach. Poza tym oczywiście dużo zdjęć, a może nawet jakiś film.

Chikubu. (fotografia z google maps)


Na początek trochę o samym jeziorze Biwa. Jest to największy zbiornik słodkowodny w Japonii, położony na północ od Kioto, w prefekturze Shiga. Ma powierzchnię 670 kilometrów kwadratowych, a dla porównania – jezioro Śniadrwy ma “zaledwie” 114 kilometrów kwadratowych. Odkąd przyjechałem do Kraju Kwitnącej Wiśni i rozpocząłem edukację z geografii tego kraju, Japończycy, których pytałem o Biwako, opowiadali jedynie o tym, jakie jest… brudne i fuj! Mimo że historie te pojawiały się dość często, to mało kto potrafił podać konkretne argumenty popierające tę tezę. Z tego, co zrozumiałem, w przeszłości zbiornik podobno traktowany był jako miejsce utylizacji odpadów, np. nawozów rolniczych z otaczających je pól. Rząd miał położyć temu kres i “jest dobrze”. Nie wiem, co w tym konkretnym przypadku oznacza ta ostatnia fraza, a nie jestem na tyle biegły w japońskim (czytać: nie chce mi się), by przeprowadzić dokładniejsze badanie w tym temacie. Nie dajcie się zniechęcić gadaniem, wrażenia i widoki są niesamowite, polecam każdemu wyprawę w tamtejsze okolice.

Na Chikubu dostaniemy się wyłącznie promem z jednego z miast leżących nad brzegiem Biwako, np. Hikone, Nagahama lub Takashima. W naszym przypadku zdecydowaliśmy się na Hikone – dojazd z Kobe był najbardziej dogodny. zajmował około 1 godziny i 45 minut. Jeśli dobrze trafić, można dokonać tej sztuki jadąc jednym pociągiem ekspresowym. Dodatkowo w mieście znajduje się ciekawy zamek, który planowaliśmy później zwiedzić.

Gdy wysiądziemy na stacji Hikone, pierwsze wrażenie nie jest zbyt imponujące. Witający nas postój taksówek i kilka nieciekawych budynków na krzyż, nie oddają klimatu o wiele bardziej interesującej części zabytkowej – okolic zamku i przylegających do niego terenów parkowych.

Hikone wita.



W Hikone znaną postacią jest lokalna maskotka Hikonyan. Przedstawia ona białego kota z z nieproporcjonalnie dużą głową (syndrom maskotki?) przyozdobioną samurajskim hełmem. Jej imię to połączenie słów Hikone i onomatopei – “nya”, co po polsku oznaczałoby “miau”.

Jak na prawdziwej japońskiej wycieczce – zaczęliśmy od znalezienia czegoś do jedzenia. Przy stacji nie mieliśmy dużego wyboru, więc padło na ramen. Jest to nie do końca japoński, bo zaadaptowany z Chin makaron w zupie. Specjalnością Hikone okazał się być champon ramen… który pochodzi z Nagasaki. I wszystko jasne.

Champon Ramen.



Champon to zwykle duża ilość warzyw, czasem owoców morza i gęsty sos gotowany na bazie wywaru z wieprzowych kości (tonkotsu). W Hikone głównym składnikiem była kapusta pekińska, przez co całe danie było dziwnie podobne w smaku do polskiej zupy “jarzynowej”.

...



Z wypełnionymi brzuchami udaliśmy się do informacji turystycznej. Bardzo miła pani wytłumaczyła nam, jak dostać się na przystań, a na koniec, ku naszemu zaskoczeniu, wręczyła jeszcze kupony zniżkowe na prom. Ze stacji Hikone darmowym autobusem dotarliśmy na miejsce, gdzie po krótkim oczekiwaniu wyruszyliśmy w czterdziestominutowy rejs, którego celem jest była wyspa Chikubu.

Czekając na prom.


Prom na wyspę Chikubu.


...


Przybijanie promem na Chikubu sprawia niesamowite wrażenie. Jest to bardzo mała wyspa o powierzchni 0.14 kilometra kwadratowego, ale jej najwyższy punkt wznosi się na wysokość 197 metrów. Znajdują się na niej dwa kompleksy świątyń – Tsukubusuma i Hogonji, które doskonale widać już z daleka, gdy statek zbliża się do wyspy. Uwagę przykuwa stojąca na skale, tuż przy krawędzi urwiska, brama tori.

Rejs po Biwako.


...


Po przybiciu na wyspę.


...


...


Po zejściu z promu na dzień dobry dostaliśmy “cegłą po głowie”, kiedy pracownik statku kazał nam stawić się za półtorej godziny (!) na rejs powrotny do Hikone. Spojrzałem na bilet – okazało się, że faktycznie wypisana jest na nim godzina powrotu. Perspektywa zbyt krótkiego pobytu w tak pięknym miejscu nie przypadła nam do gustu, toteż spróbowaliśmy socjotechniki.

Socjotechnika.



Pięknie uśmiechnięta Haruka zaczęła zagadywać młodego pracownika statku, czy nie moglibyśmy płynąć późniejszym promem. Sytuację (a może raczej uśmiech Haruki) zauważył jego szef, który jak burza zszedł z pokładu, odepchnął młodego, a następnie w dość krzykliwy sposób zaczął nas przepytywać, o co chodzi. Słuchanie nie było mocną stroną tego pana, więc zajęło to trochę czasu. Ostatecznie stwierdził jednak, że nie ma problemu, by Haruka i ten tam (czyli ja) popłynęli ostatnim rejsem powrotnym.

Przystań na Chikubu.


Stragany z pamiątkami.


Na wyspie jest przystań, kilka mało interesujących sklepów z pamiątkami i część świątynna. Zagadnąwszy babcię, która sprzedawała suszoną soję, dowiedzieliśmy się, że wyspa nie ma żadnych mieszkańców poza przebywającymi w świątyniach mnichami. Po wykupieniu biletu do części świątynnej wyspy, rozpoczęliśmy wspinaczkę “schodami pielgrzymów”, wiodącymi na szczyt wyspy do świątyni Hongonji.

Na Chikubu dużo czasu spędzimy wspinając się na schody.


...


...



Zanim jednak udaliśmy się wysoko w górę, postanowiliśmy nieco odbić z trasy i udać się do położonej niżej świątyni – shintoistycznej Tsukubusumy. To tu, na krawędzi wychodzącej w kierunku jeziora skały, stoi widoczna z daleka brama tori. Rozpościerający się za nią widok na biwako zapiera dech w piersiach.

W kierunku Tsukubusuma.


Świątynia Tsukubusuma.


Tata jest zajęty kaligrafią i nie ma czasu oglądać jaszczurki.


Przy bramie w bardzo oryginalny sposób możemy sobie powróżyć. Za drobną opłatą dostaniemy dwa wypalone z gliny dyski o średnicy około dziesięciu centymetrów. Na jednym należy napisać nasze imię, a na drugim życzenie. Stojąc przy balustradzie świątyni, należy posłać krążki przez stojące na urwisku tori. Jeśli nam się uda, to życzenie się spełni.

Jezioro Biwa i kamienna tori.


Krążki do wróżb.


Z tego miejsca rzuca się dyskami.



Krążki są lekko wypukłe, zatem odpowiednio rzucone, mogą lecieć naprawdę daleko. Nie chwaląc się, bez problemu posłałem oba w sam środek, co wywołało pewną sensację wśród obserwujących. Jak się okazuje, dla niektórych rzut krążkiem to nie lada sztuka (za dużo gameboya, za mało rzucania kamieniami w dzieciństwie). Jak się dobrze przyjrzeć, miejsce, z którego oddaje się rzut, jest poorane bliznami. Zaskakująco dużo śladów sugeruje, że ktoś rzucił krążkiem nie przed siebie, ani nawet w kierunku, który w jakiś sposób sugerowałby umiejscowienie tori, ale w bok, prostopadle do docelowego, prosto w znajdującą się niecały metr dalej drewnianą budę. To dość śmieszne. Odwiedzając wyspę Chikubu, uważajcie na nisko latające gliniane dyski z życzeniami…

Zwróćcie uwagę jak pokaleczone jest to miejsce. ;)


Wyszliśmy z terenu pierwszej świątyni ciemnym, trochę strasznym, zakrytym przejściem zwanym Funa. Jest to dość ciekawe miejsce, bo jak się okazuje, drewno użyte do jego konstrukcji pochodzi z kadłuba statku należącego do doradcy ówczesnego cesarza (stąd też jego nazwa – Funa, czyli statek).

Korytarz Funa.


Słońce stało już wysoko na niebie, gdy kontynuowaliśmy wspinaczkę. Na stopniach co rusz zobaczyć można było wylegujące się w cieple jaszczurki, wszelkiej maści i rozmiarów. Były tak rozleniwione, że tylko kamera wsadzona prosto pod nos była w stanie zmotywować je do przeniesienia się w inne miejsce.

...


...


...


W najwyższym punkcie, do którego można się dostać, stoi kolejna świątynia – buddystyczna Hogonji. Postawiono ją w 724 roku ku czci jednego z siedmiu bóstw szczęścia i pomyślności – Benzaiten. Legenda głosi, że to właśnie tu po raz pierwszy w historii zstąpiła ona na ziemię. Z tej okazji bogini słońca Amaterasu “zasugerowała” ówczesnemu cesarzowi, iż wybudowanie w tym miejscu świątyni przyniesie pokój i dobrobyt całemu krajowi. Jest to jedna z trzech, a jednocześnie najstarsza świątynia ku czci tego bóstwa w Japonii.

...


...


Hogonji.


Wewnątrz świątyni.


...



Z ciekawostek – przed świątynią znajduje się statua przedstawiająca boga ognia Acala. Swoim groźnym wyrazem twarzy ma podobno motywować złych ludzi do powrotu na dobrą drogę. Haruka skwitowała go “jakiś dziwny taki”.

Acala



Ukryty smok.



Mnisi, którzy tu przebywali, byli prawie tak niemrawi, jak wspomniane wcześniej jaszczurki. Na powitanie nawet nie skinęli głową (Cytując pewien film: skinienie nie zostało odwzajemnione. Czy zamiarem mnicha z Shaolin było ubliżyć Pai Mei, czy też jedynie nie dostrzegł wielkodusznego społecznego gestu?).
Niedaleko znajduje się skromna pagoda, z okolicy której po raz kolejny możemy podziwiać niesamowitą panoramę największego jeziora Japonii (najlepiej gdy przejdziemy przez niski płotek z tabliczką “nie przechodzić”).

...


Pagoda.


Panorama Chikubu z najwyższego punktu wyspy.


Tu skończyło się nasze zwiedzanie wyspy. Nietrudno wyobrazić sobie, jaki klimat musiało mieć to miejsce w momencie największego rozkwitu. Kiedyś niedostępne dla zwykłych śmiertelników, odwiedzane jedynie przez duchownych, możnych i poetów ówczesnej Japonii, dziś jest otwarte na wszystkich przyjezdnych. Mimo że niezbyt rozległa i niekoniecznie tak monumentalna, jak niektóre zabytki Japonii, Chikubu nadal zasługuje na miano wyspy bogów.

...


Mata itsuka. - Do zobaczenia jeszcze kiedyś.


Kadr z filmu Wesa Andersona.


Na promie powrotnym usiedliśmy na otwartym pokładzie, by móc oglądać niknącą w oddali wyspę. Poza nami znalazło się tam trzech mężczyzn i sam nie wiem czemu, ale ich zachowanie, wygląd i cała scena wydały mi się żywcem wyjęte z filmu Wesa Andersona. W tym właśnie klimacie kończy się dzisiejszy wpis. Po powrocie do miasta, w zamku Hikone mogliśmy tylko pocałować klamkę, spóźniliśmy się dosłownie kilka minut. Postanowiliśmy jednak, że kiedyś wrócimy do Hikone wyrównać rachunki, tak że możecie spodziewać się kolejnego wpisu… w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Pozdrawiam i zachęcam do komentowania.

Pozostaw odpowiedź

Musisz być zalogowany, by móc komentować. Zaloguj się »

Wszystkie materiały znajdujące się na tej stronie objęte są prawami autorskimi.
Wykorzystywanie ich bez zgody i wiedzy autora jest zabronione.