Witam po długiej przerwie. To nie jest taki prawdziwy wpis z akapitami i masą zdjęć, ale czasem trzeba złamać zasady. Otóż zdarzyło się tak, że nastał Nowy Rok. Jego świętowanie w Japonii było niemal tak ekscytujące, jak układanie pasjansa. Lubię pasjansa, lubią go Japończycy…
Według chińskiego kalendarza, mamy rok krowy. Życzę wszystkim nadal „chcącym” czytać ten blog: wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, szczęścia i sto lat, sto lat niech żyje nam – to zestaw obowiązkowy. Poza tym: nowych miejsc, wyzwań i przygód na szlaku, gdziekolwiek mieszkacie, cokolwiek robicie i dokądkolwiek się udajecie. Niech wasze życie będzie ekscytujące, pełne wspomnień, które później opiszecie w swoich dziennikach. Dzięki za wsparcie w tworzeniu tego bloga, nawet nie wiecie, jakie mam wyrzuty sumienia za obijanie się. Teraz konkretnie – wpis się pisze – statystyka wyrazów podaje: 328 słów, 2214 znaków. Niby niewiele, ale to dopiero początek. Myślę, że będzie ciekawie, bo to nowa przygoda. Japonistyczni fundamentaliści mogą się poczuć zawiedzeni… Wpis ukaże się w okolicach 14 stycznia (tego roku).
Pozdrowienia dla mroźnej Polski (i reszty świata).
PS. Zdjęcie zrobione w Polsce – autor: brat mój.


Wpisy (RSS)