Zielonej herbaty – po japońsku “oocha” – jest wiele rodzajów. Żadna z tych, których do tej pory próbowałem, nie przypomina jednak słomianego napoju pod nazwą “herbata zielona”, jaki podaje się w polskich kawiarniach. Jakież było moje zdziwienie, gdy kupiwszy po raz pierwszy butelkę z automatu, zamiast czegoś herbacianego moje podniebienie zaatakował dziwny smak podobny do spalonych orzechów ziemnych.
Na co dzień najczęściej spotykam podawaną gratisowo w żetonowych restauracjach „zieloną herbatę”, która swoimi właściwościami przypomina rdzawą wodę. Są jeszcze bary sushi, gdzie trafić można na coś bardziej wykwintnego – proszkową lub zamkniętą w torebkach „regularną zieloną”. Restauracyjne herbaty różnią się nie tylko wyglądem, ale i smakiem – te z rodziny rdzawej wody zalatują orzechami, regularna zielona to smakowa podróż kosiarką do trawy. Żartuję sobie trochę, znawcy niech się nie obruszają – doskonale wiem, iż moja „żadna” wiedza jest wynikiem ignorancji. Tak, jak to ma miejsce w kochanej Polsce, mimo iż rodzajów jest wiele, to w końcu i tak na wszystko wołamy „herbata”.
Maccha to inna historia – towar najwyższej jakości. Godne uwagi miejsca jej produkcji można policzyć na palcach jednej ręki, przez co ma ona status luksusowej i jest dość droga. Jedna z najbardziej uznanych wytwórni znajduje się w pobliskim Kioto, dzięki czemu dane mi było spróbować, jak to naprawdę smakuje – bardzo charakterystycznie i interesująco* (koniec recenzji
). Dzięki oryginalnemu aromatowi, jak i wysokiemu statusowi w hierarchii typowo japońskich specjałów oraz wreszcie nieokiełznanej wyobraźni Japończyków – powstaje wiele produktów “o smaku maccha” i choć do herbaty im daleko, potrafią dostarczyć nie lada wrażeń smakowych. Po konkrety zapraszam do galerii!
* Co nie znaczy „smaczny”. Trzeba trochę poćwiczyć, aby go docenić – jak ze wszystkim tutaj.

Wpisy (RSS)
lody matcha* ~~~a natsukashii
sama herbata faktycznie cierpka i trzeba by jej sporo wypić, by się przyzwyczaić, ale wyroby z matcha, lody, napoje mleczne, nadziewane czekoladki- bardzo lubię ^_^/
* broń boże si nie czepiam, ale transkrypcja Hebpburna kaze pisać matcha ^^;
Broń boże ja nie bronię nikomu tak pisać!
Wszystko jest bardzo super – już dla samych zdjęć mogłabym tu wchodzić; wszystkie równie dobre!! a “smakowa podróż kosiarką do trawy” rozbroiła mnie dzisiaj do reszty
)) trzeba mieć niesamowitą wyobraźnię, żeby używać takich porównań i to tak, żeby były one skuteczne!! szczerze zazdroszczę umiejętności okołoartystycznych – piśmienniczych i fotograficznych
Smorek żyjesz jeszcze ?
Żyję a jakże! Wpisy krążą gdzieś po bardzo dziwnych orbitach wokół mojego ośrodka nerwowego ale nie jest tak, żeby od razu nazywać to astronomią. Warto więc wypatrywać!
newsletter jakiś byś założył. xd
no, zbliżają się dwa miesiące od ostatniego wpisu
czekamy z niecierpliwością na kolejne
cisza na morzu i w komnacie ….
… kto się odezwie ten ściąga gacie!
Obawiam sie ze notka sie juz nie pojawi
No i kurde po blogu. A zapowiadał się tak fajnie, bardzo szkoda, że nic się tu nie dzieje. Szanowny Panie Autorze, naprawdę niezmiernie mi przykro, że nie można się doczekać nowego wpisu.
Smorek! Dawaj nowy wpis… ;/
Miejmy nadzieje ze jeszcze tu czasami zagląda i wysłucha naszych próśb
Smorek… żyjesz?
Co ciekawe dużo osób mi ostatnio to pytanie zadaje. Żyje, mam się dobrze i nadal (!) myślę nad wpisami. Problem w tym, że z mojej strony albo będę pisał coś z czego jestem zadowolony albo nie będę pisał wcale. Krótkie notki też mi nie wychodzą za bardzo, choć podejrzewam, że jeśli dalej sytuacja będzie taka jak teraz trzeba będzie się zwrócić w tym kierunku cobyście moi drodzy już kompletnie mnie nie znienawidzili
Zna może ktoś z czytleników jakiś warty polecenia newsletter plugin do wordpress’a?
stronka na wordpress’ie: http://wordpress.org/extend/plugins/mailpress/
oficjalna strona plugin’u: http://www.mailpress.org/
Ehh… Nowy Rok a wpisów jak nie było tak nie ma ;/