Japonia jest dziwna, a przynajmniej ja tak uważam. Niejednokrotnie rzeczy, po których zupełnie się tego nie spodziewałem, zaskakują mnie niesłychanie. Na przykład takie czipsy o smaku wodorostów Nori.

Czipsy Nori - te firmy Calbee są świetne.



Kto by pomyślał, że je można lubić, a jednak! Z całej gamy niezdrowego żarcia czipsy nori zajmują jedno z czołowych miejsc w moim dotychczasowym życiu. Wracając do tematu, nie będzie dziś mowy o dziwacznych przekąskach, a o kafelkach i glinie.

W zeszłym roku, gdy odwiedzałem fabrykę krabowych ciastek, przez głowę przemknęła mi rozpaczliwa myśl: „Z własnej, nieprzymuszonej woli jedziesz na wycieczkę do fabryki KRABOWYCH CIASTEK? Czy wszystko w porządku?”. Szybko jednak udawało mi się ją odpędzić stwierdzeniem: “spokojnie, to tylko Japonia”. Dziwne rzeczy i dziwne pomysły smakują najlepiej, o ile w ogóle nie zastanawiać się, co nam podano na talerz – wcinać z uśmiechem na ustach i modlić się, by smakowało lepiej niż marynowana japońska śliwka. Głos rozsądku odezwał się ponownie podczas wyprawy, jaką niedawno zorganizowała mi uczelnia. Dla niewtajemniczonych przypomnę tylko, iż studiuję projektowanie graficzne na Kobe Design University. Pewnego wiosennego dnia, dobrze zorganizowaną i dość liczną grupą wybraliśmy się do znajdującej się niedaleko miasta Nagoya fabryki wyrobów ceramicznych INAX (kafelki, wyposażenie łazienek itd.). Moja specjalność dość mocno odbiega od projektowania muszli, jednak muszę przyznać, że sam pomysł wydawał się ciekawy. Po kilku nudnych i niezrozumiałych do końca wykładach zakwaterowano nas w hotelu pracowniczym, po czym udaliśmy się do ogromnego studia na warsztaty.

Wszyscy studenci dzielnie pracują nad kawałkami projektu.



Jako, że na zajęciach zajmowaliśmy się ostatnio modulor’em Corbusiera (patrz obrazek), to teraz, dzięki uprzejmości INAX, mieliśmy okazję przenieść projekt na medium, jakim są kafelki.

Modulor - system proporcji opracowany przez Corbusiera.



Obraz został wcześniej podzielony na 64 kawałki – każdy dostał narzędzia, dwie ciężkie gliniane formy i dwa kawałki designu. Po zadziwiająco wyczerpujących 4 godzinach cały prototyp był gotowy, a my dumni wyruszyliśmy na odpoczynek.

Prawie ukończony prototyp.


Spokojnie, od tej pory damy sobie już spokój z moim arcyciekawym akademickim życiem i udamy się na zwiedzanie okolicy. A jest o czym opowiadać! W odległości kilku kilometrów od zakładów znajduje się urocze miasteczko. Nie popadnę w przesadę, jeśli napiszę, że większość mieszkańców zajmuje się wyrobem gliny. Absolutnie każdy dom udekorowany jest setkami figurek, rzeźb, garnków w każdym rozmiarze i kształcie itp., z każdego też wyrasta ogromny komin, sugerujący, iż właściciel posiada własny piec do wypalania gliny. Nawet mur szkoły przyozdabiają setki wykonanych przez uczniów rzeźb. W miasteczku znajduje się ogromna liczba galerii (z możliwością zakupu oczywiście), muzeów i warsztatów, gdzie za odpowiednią opłatą i pod okiem profesjonalisty sami możemy przygotować garnek lub figurkę.

Pomijając atrakcje oferowane nam, gdy posiadamy odpowiednio gruby portfel, miejsce posiada niesamowity klimat (dostępny za darmo oczywiście). Odnajdziemy tu tę nierzeczywistą Japonię, o jakiej marzą wszyscy przybywający do Kraju Kwitnącej Wiśni. O ile milej byłoby podczas pierwszego kontaktu z tym krajem zamiast betonu i szkła zastać takie właśnie miejsce. Każda wolna przestrzeń wypełniona jest intrygującą, często niezrozumiałą twórczością, wplecioną w objęcia niepielęgnowanej przez nikogo przyrody. Chodniki i ścieżki utworzone są z kawałków na pozór losowo ułożonych dachówek, nawet domy stoją tu na sztucznych wzniesieniach utworzonych za pomocą ogromnych glinianych naczyń.

W czasie, gdy udaliśmy się na zwiedzanie, akurat padał deszcz, dzięki czemu miejsce było pozbawione innych turystów, a ja mogłem nacieszyć się sennym klimatem do woli. Uliczki wiją się niesamowicie, opadając i znów wznosząc się w górę. Choć domy są ciasno upakowane, nie brakuje tu miejsc, gdzie gliniane odpady leżą porzucone i zapomniane. Część z nich, nadszarpnięta zębem czasu, rozpada się na kawałki. Wtedy przez pęknięcia przekrada się roślinność, która łapczywie pokrywa każdą nieużywaną przestrzeń, nawet jeśli zalegają na niej szczątki. Skojarzenia ze Spirited Away lub Mononoke Hime pana Hayao Miyazaki nieuniknione*.

Przy trochę większej ulicy kolejne ciekawe miejsce – Tokoname Maneki Neko Dori**. Przy jezdni na pochyłym murze znajduje się kilkadziesiąt oryginalnych figurek kotów, każda innego autora. Wiele tu oryginalnych pomysłów, niestety, z powodu ponaglającego mnie co chwilę profesora i niezadowolonych min innych studentów nie udało mi się zrobić zdjęć każdej figurki. Zapraszam do oglądania zdjęć.

Udaliśmy się z powrotem do zakładów INAX, gdzie jeden z pracowników oprowadzał nas po muzeum kafelków. Ogromny, nowoczesny budynek, staranie zaprojektowane ekspozycje i mnogość oryginalnych eksponatów z całego globu (niektóre mające po kilka tysięcy lat). Może brzmi to dość banalnie, jednak dla osób zainteresowanych szeroko pojętą sztuką jest to nie lada gratka – kto by pomyślał, że kafelki swą historią sięgają starożytnego Egiptu czy Persji. Mnogość technik, jakimi na przestrzeni dziejów wykonywano płytki, różnorodność materiałów i uzyskanych za ich pomocą efektów – jest doprawdy zaskakująca. A wszystkiego tego dowiaduję się w Japonii – kto by pomyślał.

Poprowadzono nas do kolejnego budynku, gdzie oprócz ekspozycji znajdowała się upragniona sala do odpoczynku. Nie byłoby w tym nic szczególnego do opisania gdyby nie fakt, iż została umieszczona we wnętrzu… gigantycznego pieca.

Odpoczynek w środku pieca? Czemu nie.



Ściany pokryte są czarnym, stopionym przez wysoką temperaturę kamieniem. Lampy umieszczone w występach wyglądają jak buchający żar, można się poczuć jak gliniany garnek :) Brak okien i lekko klaustrofobiczny klimat nie przeszkodziły mi zrelaksować się po dniu pełnym wrażeń. :)

Ściany pokryte są stopionym od wysokiej temperatury kamieniem.


Siedząc w autokarze jadącym z powrotem do Kobe, układałem sobie w głowie, jakby to wszystko teraz opisać na blogu. Było to jedno z tych doświadczeń, którymi chcę się z Wami dzielić poprzez tę stronę. Niestety, zanim dobrnąłem do końca tego wpisu, część rzeczy zdążyła już ulecieć mi z głowy. Mam jednak nadzieję, że ta krótka historia i zdjęcia pozwolą Wam odczuć choć odrobinę z niepowtarzalnego klimatu miejsc, jakie dane mi było odwiedzić.

I na deser... kawałek ciasta i słodkie tofu. Smacznego!



/* Tu pada pytanie: czy Ty, szanowny czytelniku, widziałeś jakieś filmy tego reżysera? Pewnie większość potwierdzi, jednak dla tych, którzy odpowiedzą „nie”, sugestia: nawet jeśli nie lubisz filmu animowanego (lub uważasz, iż jesteś na takie rzeczy za stary/stara) spróbuj się przemóc i zobaczyć chociażby „Spirited Away – w krainie bogów”. O ile podejdziesz do niego bez ograniczających odbiór uprzedzeń czy przekonań, zobaczysz film posiadający niesamowicie ciekawy klimat. Zachęcam serdecznie.

/** Interesuje nas tutaj „Maneki Neko Dori”. „Dori” odrzucamy od razu – słowo to oznacza (mniej więcej, gdyż tu wszystko można komplikować, jeśli się uprzeć) „ulicę”. Dalej: Maneki to „zaproszenie”, a Neko to „kot”. W Japonii istnieje tradycja polegająca na umieszczaniu figurki kota z podniesioną łapą – Maneki Neko, przy wejściu do sklepu. Kotek ma za zadanie przywołującym gestem łapy zapraszać klientów do sklepu, a co za tym idzie – pieniądze, a co za tym idzie – szczęście. Urocze, bez dwóch zdań.

11 odpowiedzi na “Co ty wiesz o kafelkach”
  1. mezcalina says:

    Dzisiejszy odcinek \”biginjapan\” ma bardzo duży walor edukacyjny. A co do trzech płytek to dla mnie rządzi pan z fujarą, czyli pierwsza z prawej : )

  2. aska g says:

    Niesamowite! Najbardziej urzekly mnie maneki neko, od usmiechajacego sie szeroko stwora, po dwa koty w “czulym” wydaniu. Jestem pod wrazeniem, zarowno zdjec, jak i notki no i oczywiscie atmosfery ktora totalnie nie pozwala mi skupiac na pracy, za to popycha do biegania z Toba po japonskich uliczkach :) Wielkie dzieki za chwilowe oderwanie od rzeczywistosci, do nastepnej notki!

  3. Rejowid says:

    Chciałbym pojechać do Japonii i znaleźć takie wspaniałe miasteczko.
    Poza tym to nie jest szop tylko jenot.

  4. Angelika says:

    Pita, a są płytki z mangowymi wizerunkami? Już widzę major Motoko na podłodze w łazience
    XD ( jestem zua)

  5. Angelika says:

    Pita… daj jakąś nową notkę… Nie wierzę że nic się nie dzieje w Japonii i że nie masz żadnych spostrzeżeń.;p
    Pozdrawiam.

  6. Yuuichi says:

    Coś długo nie ma nowego wpisu, ehh… szkoda ;/

  7. Nevir says:

    Blog chyba padł;/

  8. Lizka says:

    Nie umieraj blogu!!! :(
    smorek napisz coś! Uratuj choć krótką notką!

  9. smorek says:

    nie umieram! – blog
    ja już niedługo powrócę do pisania! mam kilka pozaczynanych wpisów ale jakoś ostatnio nie mogę się zebrać by to pokończyć. spokojnie jednak, już niedługo, naprawdę! – smorek :)

  10.  
Pozostaw odpowiedź


Wszystkie materiały znajdujące się na tej stronie objęte są prawami autorskimi.
Wykorzystywanie ich bez zgody i wiedzy autora jest zabronione.