Witam wszystkich po dłuższej przerwie. Co prawda nie zaserwuję jeszcze kolejnej porcji koreańskich przygód, jednak by umilić oczekiwanie na wpis postanowiłem poczęstować wszystkich ryżem.

Ostatnio stałem się dumnym posiadaczem Ricecookera. Po polsku takie urządzenie zapewne nazwiemy “maszyną do gotowania ryżu”, nic bardziej kreatywnego nie przychodzi mi do głowy (ryżownica? ;) ).

Zapewne w głowach niektórych pojawi się teraz pytanie: “po co komu taka maszyna?”. Oczywista odpowiedź brzmi: “do gotowania ryżu”. W Japonii wyjaśnia się to dokładnie w ten sposób, nic dodać, nic ująć. Domyślam się jednak, że dla osób przebywających obecnie gdzieś między Polską a Krajem Więdnących Klonów (podpowiedź: na blogu biginjapan.pl) wyjaśnienie takie może nie być do końca satysfakcjonujące. Postaram się wyjaśnić kwestię gotowania ryżu trochę szerzej, o ile to możliwe bez zbędnych, negatywnych emocji.

Jedliście kiedyś chleb? Kupuje się go codziennie i je praktycznie przy każdym posiłku (udajmy, że osoby nie jedzące chleba, wierzące w wyczytane w gazecie diety, są jedynie błędem statystycznym). Chleb można zjeść na śniadanie, do obiadu, na kolację. Chleb można smarować dżemem albo wcierać weź wędzoną makrelę. Chleb można suszyć i przerobić na tartą bułkę, w końcu chleb można zgnieść w kulkę i dopiero potem zjeść. Mogę śmiało stwierdzić: w Polsce życie bez chleba byłoby skomplikowane (osoby przynależące do grupy błędu statystycznego proszę nie komentować). W Japonii chleba nie ma. Chińczycy nie wymyślili (a może i wymyślili, ale potem zapomnieli), trach, 2000 lat później skutek tego jest taki, że statystyczny pan Sato chleba nie spożywa. Zamiast tego jest ryż.

Ludzie zainteresowani Azją wiedzą, że ryż je się tutaj na okrągło, przy każdej możliwej okazji. Ryż można jeść “na sucho” (gotowany bez niczego), można nim zawinąć makrelę albo dżem i nazwać to jakoś ciekawie, można z niego robić ciasto lub wafelki. Ryż odgrywa więc bardzo ważną rolę w świadomości Japończyków. Ryż jest jak ta kromka chleba.

I tu pojawia się nasz bohater – głupi gajdzin. Przyszło nam żyć w tym kraju, chcąc nie chcąc, stajemy się częścią japońskiego społeczeństwa. Ryż pojawia się więc w naszym jadłospisie jako podstawowe danie lub najlepszy dodatek do wszystkiego, co tylko przychodzi nam do głowy.

Jesteśmy już zdecydowani jeść ryż, ale ten należy do spożycia przygotować. Można iść do restauracji, ale to takie jakby oszustwo, które na dodatek zajmuje czas i pieniądze. Jesteśmy zdeterminowani gotować samemu! Garnek to barbarzyństwo. Ponadto niektórzy twierdzą, że japoński ryż (japoński – czytaj wyjątkowy, bo w świadomości niektórych wszystko, co japońskie, jest wyjątkowe) trudno ugotować w garnku. Podejrzewam jednak, że siewcy takich teorii nigdy nie próbowali, bo każdy od dziecka korzystał z maszyny do gotowania ryżu. Każda japońska rodzina ma przynajmniej jedno takie urządzenie. Zaznaczyć trzeba, że wydanie fortuny na super-hiper-ultradźwiękowy Ricecooker najnowszej generacji (“Hit sezonu! Musisz go mieć!”) to rzecz normalna, a ponadto powód do obnoszenia się wszem i wobec. Dobry ricecooker to jak dobry samochód. Przychodzą znajomi i gospodynie po kolei chwalą się, czyja maszyna gotuje szybciej, ile litrów, ile ma opcji itd. Oczywiście nie bierzcie tego zbyt dosłownie ;) Fakt jednak jest taki, że maszyna do gotowania ryżu jest jak nóż do chleba (tylko, że nóż ma więcej funkcji).

Autor kilka dni temu zakupił swój pierwszy Ricecooker. Jak wyglądało jego inauguracyjne odpalenie oraz czym zajada się ubogi gajdzin? Odpowiedzi w formie pełnego emocji FOTOSTORY – w znajdującej się poniżej galerii!


Pozdrawiam!

Pozostaw odpowiedź

Musisz być zalogowany, by móc komentować. Zaloguj się »

Wszystkie materiały znajdujące się na tej stronie objęte są prawami autorskimi.
Wykorzystywanie ich bez zgody i wiedzy autora jest zabronione.