2007.04.14 Pandy

W zeszły weekend wraz z członkami organizacji studenckiej truss i innymi zagranicznymi studentami wybralismy sie na hanami. Hanami tłumaczone jest na angielski “sakura watching” czyli według mojego rozumienia – obserwowanie kwitnienia wiśni.

Truss



W rzeczywistości jest to siedzenie na brezentowych płachtach lub kocach, w dziwnych miejscach, które tutaj nazywa się parkami (rzadko kiedy mają trawę, jedyne podobieństwo to nasilenie drzew). W takich warunkach japończycy oddają się jedzeniu i rozmowom na życiowe tematy.

Hanami jak się patrzy



Pogoda tego dnia może była i wspaniala na tego typu rozrywki, niestety jak na złość poprzednego wieczora padał deszcz (o czym mowa w historii o wypadzie do Osaki). Jak mi wcześniej wyjaśnił jeden z trussowców: kwiaty sakury utrzymują się do pierwszego deszczu po kwitnieniu, potem zaczynają opadać. Nasze hanami było wiec lekko niefortunne – nazwa sakura falling byłaby bardziej na miejscu. Muszę przyznać jednak, że widok tysięcy płatków sypiących się z drzew był także bardzo malowniczy.

Ostatnie podrygi sakury 2007



Impreza, o której mowa zaczynała się o godzinie 11 w Oji Koen. Jest największy w okolicy park (okolicy Nada oczywiście), który mieści się przy ZOO. Wsep za bilet dla dorosłych kosztuje jakieś straszne pieniadze, na szczescie dla nas, nowych studentów, dostaliśmy z Kobe University coś co nazywa się: Happy Memories Pass. Karta ta ma zapewnić nam szczęśliwe wspomnienia ;) z całego Kansai, gwarantując min. bezpłatny wstęp w wiele wyjątkowych miejsc – np. Oji ZOO.

Oji Koen



Różnica między polskim a japonskim ZOO polega na tym, że tam gdzie u nas są kraty czy też bandy najeżone drutem kolczastym tu znajduja się szyby (odpowiedniej grubosci plexi). Tym zmyślnym sposobem każde dziecko może zajrzec tygrysowi bengalskiemu do pyska lub podziwiać polarnego niedźwiedzia pływającego w basenie, obserwując całą scenę z dna basenu.

Efekt brudnej szyby akwarium



Szyby pozwalaja odwiedzającym zbliżyć się do zwierząt na bliską odległość, te zaś mają bardzo niespokojny żywot. Dzieci i mniej inteligentni dorośli wykorzystuje takie warunki, by fundować zwierzętom dodatkowe atrakcje tłukąc w szyby z namaszczeniem godnym Conana barbarzyńcy. Pomijajac element edukacyjny, ZOO prezentuje raczej smutny obrazek. Zwierzęta ściśnięte w małych klatkach (powierzchnia ogrodu jest dość mała), wedrujace w kółko w chorobie sierocej, smutne i znudzone bezsensem sytuacji.

Można podejść baardzo blisko



Ciekawostką na skalę światową jest fakt, iż ZOO w Kobe jest jednym z dwóch w Japonii, w którym trzymane są pandy. Niedźwiedzie te prezentują komiczny widok – mają w głębokim poważaniu przewijajace się przed ich wybiegiem tabuny japończykow (Sannomiya w niedzielę ma mniej odwiedzających!).

...



Siedzą sobie wygodnie w pozach wyrażających wzgardę widownią i jak gdyby nigdy nic zajadają się bambusem. To był pierwszy raz widziałem te zwierzaki na żywo – nie wiedzialem, że są tak zręczne. Ich place i łapy są niemal tak chwytne jak ludzkie. Swoim zachowaniem bardzo przypominały mi ludzi, aż przez chwilę pomyślałem, że to jakas bujda…

...



Po obejrzeniu wszystkich okazów przystąpiliśmy do hanami. Tu lekki zawód – siedzenia na brezentowych płachtach na chodniku (tak jak już pisałem – trawy tu nie uświadczysz) i konsumpcja przyniesionego jedzenia, do tego jeszcze luźna konwersacja. Dla osoby tak rozmownej jak ja – nuda.

Pogoda w sam raz na opalanie



W międzyczasie zrobiliśmy z kolegą Łukaszem wypad do pobliskiego konbini po jakieś żarcie. Odruchowo już zapytaliśmy przypadkowej starszej pani o drogę do najbliższego sklepu. Opisała nam pewne bliżej nieokreślone miejsce (mówiła po japońsku) kolo stacji Hankyu Oji, za co podziękowaliśmy jej serdecznie. Minąwszy stację skręciliśmy w lewo, gdyż jak nam się wydawalo, tu właśnie nas skierowano. Nie zdążylismy zajść za daleko gdy uslyszeliśmy, że ktoś za nami krzyczy. Rozgorączkowana starsza kobieta, której pytaliśmy o drogę pobiegła za nami widząc, że skręcilismy w lewo za wcześnie. Z pomocą przyszły jej dwie dziewczyny w szkolnych mundurkach również wielce zaaferowane całym zajściem.

Te dwie w mundurkach pomagały starszej pani



W sklepie chcialem zakupic coś typowo japońskiego by poczuc klimat hanami – niestety wszystko wykupione przez rodziny udające się do Oji Koen, nie mieli nawet onigiri i musiałem zadowolić się wyrobami pieczywopodobnymi i gazowanym napojem o smaku mango.

Tja



Podsumowując – nie było to najbardziej odjazdowe hanami na jakim byłem ;) Może przyszłe będą lepsze – w końcu jeszcze trochę tu pobęde i mam nadzieje, że jeszcze nie raz spróbuję. Zapraszam do oglądania zdjęć!

Ja, Ryota i pandy


Pozostaw odpowiedź

Musisz być zalogowany, by móc komentować. Zaloguj się »

Wszystkie materiały znajdujące się na tej stronie objęte są prawami autorskimi.
Wykorzystywanie ich bez zgody i wiedzy autora jest zabronione.